..:: Powered Paragliding ::.. sekcja przy azl.pl
|
SPOT Satellite GPS Messenger |
|
SPOT Satellite GPS Messenger to urządzenie, które może ocalić życie w niebezpiecznych sytuacjach.
Wielu paralotniarzy, podczas swoich lotniczych wypraw, do kontaktu z biliskimi czy znajomymi korzysta z telefonów komórkowych. Urządzenia te mają jednak ograniczony zasięg, nie są wodoodporne, a ich baterie często wytrzymują nie dłużej niż kilka godzin ciągłej pracy. Dlatego dla zwiększenia swojego bezpieczeństwa warto zainwestować w specjalistyczny sprzęt. Jednym z urządzeń, które może przydać się w czasie paralotniowych wypraw, zarówno do kontaktu z bliskimi, jak i zaalarmowania służb ratunkowych, jest SPOT Satellite GPS Messenger. Urządzenie jest wodoodporne. Zbudowano je z bardzo wytrzymałych materiałów, co sprawia, że jest również odporne na uszkodzenia mechaniczne. Jednak najważniejszą funkcją SPOT Satellite GPS Messengera jest możliwość komunikowania przez system satelit. Za jego pośrednictwem można wysyłać sygnał SOS lub krótkie wiadomości, zawierające wcześniej ustaloną treść, z miejsc, gdzie nie dociera sygnał telefonii komórkowej. SPOT działa na trzy baterie AAA litowe lub akumulatory. Czas pracy to około trzy miesiące w stanie włączenia zasilania oraz około sześciu dni z włączonym nadawaniem sygnału SOS.
|
|
|
W minionym roku w Polsce jak i na świecie odnotowano wiele zdarzeń na paralotniach, wymagających użycia spadochronów ratowniczych. W zdecydowanej większości były to akcje skuteczne, zakończone uratowaniem pilota. Ci którzy uratowali swoje „cztery litery” teraz wiedzą, że RSH jest w czasie lotu niezbędny, ale również, że jego stan musi być bez zarzutu. Większość pilotów jednak traktuje zapas jako zło konieczne.
Przypomnę kilka fundamentalnych zasad związanych z eksploatacją spadochronów ratowniczych: I. Każdy spadochron posiada resurs docelowy, czyli ile lat możemy go używać. Na ogół jest to 10 lat, ale zdarzają się w Polsce spadochrony posiadające resurs 16 lat. Używanie spadochronu powyżej tego okresu nie daje gwarancji bezpiecznego użycia. II. Każdy RSH posiada określony przez producenta okres, kiedy musi być wietrzony i ponownie złożony do lotu. Okres ten zależy głównie od tkaniny zastosowanej do budowy RSH, jak też od czasu trwania serii produkcyjnej danego modelu, co przekłada się na doświadczenia producenta z zachowaniem materiałów podczas eksploatacji. Dla przykładu jedna z czołowych niemieckich firm produkujących zapasy, przez wiele lat od powstania modelu określała ten okres na 6 miesięcy, by po ponad 15 latach produkcji przedłużyć go do 1 roku. Tak więc, aktualnie na rynku mamy spadochrony które trzeba przewietrzać co 4 miesiące, pół roku, a ostatnio coraz więcej posiadających roczny okres ważności wietrzenia i składania.
|
|
Emilia Plak - paralotnia jest wyjątkowa |
|
O lataniu marzyła będąc jeszcze dzieckiem. - Z okna mojego pokoju, widziałam codziennie samoloty oraz najbardziej mnie interesujące szybowce – mówi w wywiadzie Emilia Plak.

Kuba Kucharski: jak zaczęła się Pani przygoda z paralotniarstwem? Emilia Plak: Od dziecka, jak wielu z nas, marzyłam o lataniu. Trudno mi powiedzieć, skąd się to we mnie wzięło, ponieważ nie mam nikogo w rodzinie, kto mógłby mnie zarazić taką pasją. KK: Może mieszkała Pani blisko lotniska...? EP: Tak, od 6 roku życia mieszkałam w bloku na Warszawskim osiedlu Chomiczówka, niedaleko lotniska Babice – Bemowo. Z okna mojego pokoju, widziałam codziennie samoloty oraz najbardziej mnie interesujące – szybowce. Pamiętam też, że wydawało mi się to bardzo piękne, jednak zupełnie dla mnie niedostępne (również ze względów finansowych). Pewnego dnia, przyjaciel rodziny z Kalisza, (miasto, z którego pochodzi moja mama, i gdzie się urodziłam) odwiedził nas w Warszawie i pochwalił się zdjęciami z kursu paralotniowego w Jeżowie Sudeckim. Wtedy, pierwszy raz – na zdjęciu – zobaczyłam paralotnie. Nie mogłam uwierzyć, w jak prosty i bardzo piękny sposób, można unieść się w powietrze. Moja decyzja była natychmiastowa. W następny weekend byłam już w Jeżowie! Był 1997 rok.
|
|
Firma Dudek, jeden z najbardziej znanych producentów sprzętu paralotniowego na świecie, wyposażyła swoją fabrykę w laserowy ploter do cięcia materiałów.
Ploter firmy Aeronaut Automation przybył do Polski aż z Australii. Przygotowania do jego instalacji wymagały powiększenia fabryki Dudka, reorganizacji stanowisk i remontu pomieszczeń. Sam montaż, uruchomienie i konfiguracja oprogramowania zajęło kilka miesięcy.
Obecnie laserowy ploter już działa, a przed producentem otworzyły się nowe możliwości. Urządzenie jest w stanie bardzo precyzacje i szybko wyciąć nawet najbardziej skomplikowane wzory, a wycinane powierzchnie mogą mieć długość nawet kilku metrów.
|
|
Jak to jest z tymi benzynami… |
 Na stronie „Skuterowo” pojawił się ciekawy artykuł autorstwa Marcina Krajewskiego. Test dotyczył skuterów, lecz autor artykułu opisuje swoje odczucia pod kątem silnika dwusuwowego. A skoro dwusuw i skuter, to wiele informacji może się nam przydać. Tekst nieco zmieniłem, ale są to zmiany minimalne, związane z nazewnictwem – skuter – napęd, żeby ładnie się nam kojarzyło. Sens i przekaz się nie zmienił. Na pewno każdy z Was tankując zwykłą, poczciwą 95-oktanową benzynę do swojego napędu, motocykla czy samochodu zastanawiał się czy kiedyś nie spróbować “tej lepszej”… Tylko, że po spojrzeniu na tablicę z cenami skutecznie mijała na to ochota… Choć nie zawsze. Być może kiedyś spróbowaliście. Hm, warto było?
Ten artykuł nie będzie traktować bezpośrednio o skuterach. Nie będzie też reklamą konkretnej sieci stacji benzynowych. Będzie on próbą wyjaśnienia czy w ogóle warto sięgać głębiej do kieszeni po paliwa tak zwane ulepszone. Wiem, że napisano już mnóstwo na ten temat, ale chciałem pokazać to z własnej perspektywy – na przykładzie skutera Inca Street 50 z silnikiem dwusuwowym i samochodu Suzuki Swift 1,3 z gaźnikiem sterowanym elektronicznie. Odżałowałem te złotówki aby samemu i raz na zawsze przekonać się czy w ogóle warto eksperymentować w tej dziedzinie.
Bardzo ważne w eksperymencie był,o aby nie tankować raz pięciu litrów danego paliwa, ale zrobić na nim tak z kilkaset kilometrów.
|
|
Sekcja paralotniowa znajdująca się przy Aeroklubie Ziemi Lubuskiej otrzymała powierzchnię w hangarze.
 Rozmowy w sprawie hangaru prowadzone były już od jakiegoś czasu, mimo mijającego czasu pomyślnie dla sekcji zostały doprowadzone do końca. Artur Haładyn, obecny Dyrektor AZL (Aerokub Ziemi Lubuskiej) przychylił się prośbie sekcji Paralotniowej i wydzielił ze swoich zasobów przestrzeń pod naszą część w hangarze.
Wspólnymi siłami pracowników AZL i członka sekcji Paralotniowej Władka Gawluka wzniesiona została ścianka dzieląca część sekcyjną od części samolotowej.
|
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 14 |